poniedziałek, 20 lipca 2015

"Nicnierobienie" w pięknych okolicznościach przyrody.



W myślach już leżę w sadzie na hamaku, czytając książkę, mój mąż powoli odkurza wędki snując plany na spokojny tydzień w ciszy nad jeziorem, a córka od czerwca zadaje pytanie "mamo kiedy jedziemy do Lawendowa?"
Nawet planując zagraniczne, aktywne wakacje wiedzieliśmy, że po całym zgiełku zwiedzania, zabaw w aquaparku, wrócimy na Mazury naładować baterie przed końcem wakacji.
 Majkę czekają nowe wyzwania, w końcu pierwszy rok szkoły to już poważna sprawa ...dla rodziców to chyba jeszcze większe przeżycie.. ;)
Przed jesienią choć kilka dni nicnierobienia w małym raju...o tak.
Dzisiaj więc wpis o relaksie...

Lawendowo w sercu Mazur Garbatych, cudowny stary dom, nowy pensjonat na miejscu starej obory, który jednak wpisuje się w klimat  i styl mazurskiego gospodarstwa. Blisko, a zarazem daleko od cywilizacji...od plastiku straganów i zgiełku turystów w miejscowych "kurortach"...
Schowane przed hałasem świata wśród pól i łąk, nad jeziorem, na którym obowiązuje strefa ciszy...
Już chyba nic nie warto pisać więcej, mam nadzieję, że zdjęcia oddadzą choć namiastkę klimatu jaki tam panuje...już Was nie zanudzam pisaniem...patrzcie...


 Takimi widokami wita nas Lawendowo na wjeździe...


























Magiczny staw w sadzie...i moje ukochane hamaki.
















W oddali plac zabaw dla dzieci.





Temat przewodni - lawenda, mniejsi mieszkańcy i kilka szczegółów - perełek, które budują klimat :)


















Prawda, że to mały raj na ziemi? :)













niedziela, 19 lipca 2015

Wnętrza w Lawendowie

O tym, że uwielbiam Lawendowo za atmosferę już wiecie. Dzisiaj chcę Wam pokazać dlaczego kocham je też za estetykę, za piękne, bezpretensjonalne wnętrza.

Osoby, które zajmują się projektowaniem wnętrz, lub zwyczajnie lubią i obcują z tematyką aranżacji na co dzień, mają, nazwijmy to po imieniu, drobne zboczenia. Zboczenia te polegają na zauważaniu najmniejszego niedopracowanego detalu. Czasami zdarza nam się leżeć w pięknym hotelu np. na Cyprze ( właśnie wróciliśmy ;) ) i pół nocy zastanawiać się dlaczego ktoś projektując świetne wnętrze zapomniał o wykończeniu. W końcu to szczegół robi wnętrze. Może to dziwne, pewnie część osób niektórych rzeczy nawet by nie zauważyła, ale mnie takie niedoróbki strasznie męczą estetycznie. ;)
W Lawendowie śpię cudownie, a moje oczy napawają się wszystkim co zostało tu stworzone.
Nieustannie zachwycam się każdym elementem wystroju, bo każdy pasuje do całości idealnie.
Najważniejsze jest jednak to, że te wnętrza nie onieśmielają, wręcz zapraszają, żeby wygodnie się w nich rozsiąść i odpoczywać.  Z resztą co tu więcej pisać...sami zobaczcie!


Wspólna część dzienna. Wspaniały salon z dużym prostym kominkiem, przy którym wieczorem leżąc na kanapie cudownie przegląda się albumy z dostępnej dla gości biblioteczki. Obok kącik  telewizyjny dla dzieci i przestronna jadalnia. 

O kuchni Pani Wiesi, która czaruje posiłki niesamowite nawet nie wspomnę...bo wiem, że za dwa tygodnie moja dieta ucierpi okrutnie.

Uwagę przyciąga dębowa, naturalna podłoga, drewniane stoły, zrobione przez miejscowego stolarza, belkowanie sufitu... wszystko jak ze starego, mazurskiego domu... a jednak nowe. Pensjonat powstał na miejscu starej obory, której mimo ogromnych chęci nie dało się uratować.
Mnie zachwyciły lampy, wykonane przez kowala ze Starych Juch, według projektu właścicielki.
To nie lada sztuka w rustykalnym wnętrzu tak dobrać oświetlenie, żeby nie trąciło kiczem i było praktyczne. Świetnym dopełnieniem są płócienne zasłony i rolety rzymskie - i tu coś co mnie urzekło, (w kontekście tego czepiania się o szczegóły ;) ) - na jednym ze zdjęć widać to dobrze- płócienne woreczki zasłaniające plastikowe obciążniki do rolet- mistrzostwo świata.


























Jeśli nacieszyliście już oczy salonem, zapraszam do pokoi dla gości...to dopiero jest uczta dla oka.